Potężne ciężarówki wiozą śmierć

W naszym interesie unikajmy kolizji z tirami (T. Gawałkiewicz)

Według zgodnej opinii kierowców osobówek, kierujący tirami i innymi dużymi ciężarówkami, to potencjalni zabójcy.
Za nic mają oni przepisy ruchu drogowego, chociażby wymuszają pierwszeństwo przejazdu, jadą zbyt szybko, co jest przyczyną wypadków.

Robert Ziółkowski jest kierowcą od 30 lat. Aktualnie jeździ nowym megane. - Panie, co się dzieje na drogach, to wręcz strach. A największym zagrożeniem są tiry. Ich kierowcy wyprzedzają na trzeciego, toteż inni muszą uciekać na pobocza, a w terenie zabudowanym zamiast 50 km na godzinę, jadą najczęściej nawet powyżej 90 km/godz.
- A wczoraj - dodaje nasz rozmówca - kiedy jechałem do Świebodzina, tir wręcz dokleił się do mojego auta, i tym samym wymusił, bym zjechał na pobocze. Wtedy on dodał gazu i szybko mnie wyprzedził.

Także pan Jerzy o kierowcach tirów ma jak najgorsze zdanie. - W swych potężnych autach czują się jak bogowie, myślą, że wolno im wszystko. Zapominają, że są takimi samymi użytkownikami dróg jak inni zmotoryzowani. Dlatego to oni są sprawcami większości wypadków, szczególnie tych najbardziej tragicznych w skutkach.


Czy kierowcy tirów są głównymi sprawcami tragedii na drogach?


Okazuje się, że statystyki temu przeczą. Zgodnie z danymi Komendy Głównej Policji w 2010 roku na prawie 39 tys. wypadków drogowych, kierowcy ciężarówek byli sprawcami niespełna 2,4 tys. tych zdarzeń czyli prawie ośmiu procent. Także statystki z pierwszego półrocza 2011 roku są podobne. Na prawie 18 tys. wypadków, kierowcy ciężarówek przyczynili się do prawie 1,1 tysiąca tych zdarzeń. To 7,7 procenta ogółem.
Nadkomisarz Marcin Książkiewicz z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji tak komentuje zachowania kierowców tirów.
- Ze statystyk wypadków wynika, że po kierowcach osobówek, to kierowcy tirów są druga grupą, będąca sprawcami wypadków. Wydaje się, że to najczęściej dobrzy i mający duże kwalifikacje kierowcy. Jednak w pogoni za wyższymi zarobkami, niestety zbyt często jeżdżą zbyt długo i za szybko. A to niestety staje się przyczyną wielu wypadków.

Nadkomisarz Książkiewicz zwraca jednak uwagę, że często winnymi wypadków są kierowcy aut osobowych. - Zapominają oni, że przykładowo droga hamowania tira jest znacznie dłuższa od auta osobowego. Dlatego jeśli widzimy jadącą za nami ciężarówkę, to unikajmy gwałtownego hamowania. Nie zaszkodzi też, o ile zjedziemy nieco na pobocze, by ułatwić wyprzedzanie. W przypadku zderzenie osobówki z tirem, to kierowca tego pierwszego, jest najczęściej poszkodowany - dodaje Książkiewicz.


To tiry są najczęściej uczestnikami wypadków 

Inaczej na udział tirów w wypadkach patrzy nadkomisarz Przemysław Muszyński z lubuskiej drogówki. - To prawda, że jeśli patrzymy na statystykę, kto jest sprawcą wypadków, to udział kierowców tirów nie przekracza 10 procent. Ale inaczej to wygląda, gdy porównamy tzw. ofiarochłonność. Czyli w jakim procencie tiry uczestniczyły w wypadkach z ofiarami. A wtedy okaże się, że aż w 56 proc. wypadków, gdzie byli zabici, mamy do czynienia z tirami. Chociaż ich kierujący, niekoniecznie są sprawcami - wylicza nadkomisarz Muszyński.

I dodaje: - To pokazuje jak wielkie zagrożenie na drogach powodują tiry. Ich kierowcy rzadko jadą z prędkością do 70 km/godz., a taka powinna być ich prędkość maksymalna. My jako policjanci, kontrolujemy tiry pod względem prędkości czy czasu jazdy, ale przecież wszystkich nie zatrzymamy.

Muszyński apeluje do innych zmotoryzowanych, by sami zwracali uwagę na ciężarówki. W razie potrzeby zjeżdżali na pobocze, unikali gwałtownego hamowania, nie ścigali się z nimi.
- Tir to potężna masa, która w połączeniu z dużą prędkością, w razie zderzenia z autem osobowym, nie daje żadnych szans, kierującemu osobówki. A przecież życie jest najważniejsze - przekonuje nadkomisarz. I zapewne ma rację.

Z danych statystycznych KGP wynika, że do wypadków z udziałem tirów najczęściej dochodzi w takich miesiącach jak sierpień, wrzesień i czerwiec, a najrzadziej w kwietniu i styczniu.

Czesław Wachnik