- Z cenami paliw to już lekka przesada - denerwuje się Maciej Dworski, który w czwartek tankował samochód na stacji Orlenu przy skrzyżowaniu ul. Batalionów Chłopskich, Bohaterów Monte Cassino i Oleskiej w Opolu. - Litr oleju napędowego kosztuje już 5,69 zł! To jakiś skandal. I jak kierowcy mają żyć w tym kraju?
To prawda. Ceny paliw są na dramatycznie wysokim poziomie. Na tej samej stacji benzynowej litr benzyny bezołowiowej kosztował wczoraj 5,49 zł. Trochę taniej było na stacji Statoil na Oleskiej. Za litr diesla kierowcy płacili 5,65 zł, a benzyny 5,43 zł. Jedną z tańszych opolskich stacji była wczoraj D-G przy ul. Budowlanych w Opolu. Tam litr ON kosztował 5,55 zł, a benzyny 5,36 zł.
Analitycy rynku paliw ostrzegają tymczasem, że paliwa będą jeszcze droższe. Przed świętami mogą pójść w górę o kilka groszy na litrze. Natomiast większe podwyżki czekają nas w przyszłym roku. Dlaczego? Po pierwsze od stycznia o ponad 20 groszy na litrze ma wzrosnąć akcyza na olej napędowy, a o grosz opłata paliwowa. Jeśli tak się stanie, cena 6 zł za litr oleju napędowego może być realna.
- Ale raczej nie na początku roku - sądzi Jakub Bogucki z firmy E-petrol.pl, zajmującej się analizą rynku paliw. - Koncerny zdają sobie sprawę z tego, że tak drogie paliwo nie będzie się sprzedawało. W pierwszych tygodniach, a może i miesiącach podwyżkę podatków mogą więc wziąć na siebie, obniżając marżę, co już zresztą robiły w przeszłości.
Jeśli jednak ropa będzie drożała na światowych giełdach, a złotówka dalej słabła w takim tempie jak dotąd, to 6 zł za litr oleju napędowego możemy płacić już za miesiąc.
Tańsza będzie benzyna i jest spora szansa, że do połowy roku jej cena nie przekroczy 6 zł.
Kierowcy nie zamierzają jednak czekać, aż ceny paliw będą biły kolejne rekordy. W najbliższą sobotę w największych polskich miastach - również w Opolu - chcą przeprowadzić akcję protestacyjną. Jej inicjatorami są dwaj mieszkańcy Częstochowy, Damian Teperski i Paweł Klajn. Na
Facebooku założyli stronę "Inicjatywa obywatelska przeciwko podwyżkom cen paliw” i za jej pośrednictwem zachęcają do udziału w proteście.
"Już wkrótce ceny paliw mogą przekroczyć 6 zł. Rząd podnosi je bez skrupułów, tłumacząc to kryzysem - piszą na Facebooku częstochowianie. - Nie bądźmy marionetkami, pokażmy, że nie zgadzamy się na taką politykę. Rząd chce standardów unijnych, ale nic nie robi, by nasze płace doganiały te europejskie!”.
W sobotę w całym kraju punktualnie o 17.00 kierowcy mają gromadzić się przed stacjami paliw. Potem będą podjeżdżać pod dystrybutory i tankować paliwo, ale maksimum za złotówkę. Kiedy zapłacą, ponownie będą tankować samochód - oczywiście za złotówkę - iść do kasy i tak w kółko.
- Chcemy uderzyć jak najbliżej źródła, czyli w stacje benzynowe - tłumaczą inicjatorzy akcji.
W powodzenie takiego przedsięwzięcia oraz w jego sens wątpi Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z firmy e-petrol.pl.
- To nie koncerny paliwowe są winne wysokim cenom oleju napędowego czy benzyny - mówi. - Całe zło bierze się z wysokich cen ropy na światowych rynkach, ale przede wszystkim z bardzo słabego złotego. Dopóki nasza waluta będzie dołowała, dopóty paliwa w naszym kraju będą drogie.
A drogie paliwa to problem całej polskiej gospodarki. Potrzebuje ich m.in. transport, energetyka, sektor budownictwa czy przemysł. To właśnie przez wysokie ceny paliw drożeją towary w sklepach, wpływa to również na wzrost inflacji, która w listopadzie wyniosła aż 4,8 proc. licząc rok do roku!
Sławomir Draguła
Komentarze (79)